Trochę historii

Jak to się zaczęło? hm…….
Pierwsze nieśmiałe odznaki wróżące na przyszłość miały miejsce w poznańskim ZOO, gdzie mali Kwiatkowie spędzali z rodzicami mnóstwo czasu, głównie przy zagrodach z kucykami i osiołkami, tam też miały miejsce pierwsze próby dosiadania „rumaków”.
Na pewno zaczęło się od nich-Weroniki i Misia, oni zapoczątkowali nowy etap w rodzinie Kwiatków, który trwa do dziś.
Zaczęło się od zabawy z końmi, w którą to Weronika wciągnęła całą rodzinę.
Weekendowa wizyta w gospodarstwie agroturystycznym Katarzyny Mażulis-Cap zaowocowała chęcią zrealizowania obietnicy danej Weronice parę lat wcześniej, że za kilkakrotne z rzędu świadectwo z czerwonym paskiem dostanie konia. I dostała-Misia-konia „od chłopa”, a właściwie od handlarza……
Na ten moment Bartek bardziej był zainteresowany skuterem, niestety ,nie dotrzymał warunków umowy i go nie dostał. Siłą rzeczy został niejako zmuszony do obracania się w środowisku końskim, ponieważ od momentu pojawienia się w rodzinie Misia rodzina Kwiatków spędzała na wsi każdą wolną minutę i załapał bakcyla.
Jak to zwykle bywa szczególiki decydują o dalszym rozwoju sytuacji-koń był jeden, ich było czworo….Bartek nieszczególnie mógł sobie pojeździć na Misiu, bo Miś niewielki, a Bartek bardzo wysoki – trzeba było Bartkowi kupić odpowiedniego konia i tak pojawił się Remis.
Kiedy okazało się, że Miś potrafi chodzić w zaprzęgu, zaczęły się poważniejsze spory- śp. tato Arkadiusz wolał jeździć bryczką niż w siodle, ale Weronika nie chciała Mu dać Misia do „woza”.Wtedy pojawiła się Kasia wraz z bryczką od razu w pakiecie „2w1”, gdyż Kasia okazała się być źrebna – tak więc mama Karolina miała mieć w przyszłości konia dla siebie.
Jak to mówią – apetyt rośnie w miarę jedzenia-najpierw zaczęło się od małych rywalizacji rekreacyjnych(wyścigi po polach, skoki przez płoty itp.-oczywiście po kryjomu i bez wiedzy opiekunów),poprzez wiejskie zawody towarzyskie w skokach, udział zaprzęgami w dożynkach, hubertusach aż do brzemiennej w skutki decyzji o wyjeździe z końmi na ferie zimowe do Racotu. I tak pojawił się w życiu Weroniki i Bartka śp. Wiktor Pietrowski-Mistrz Polski w Zaprzęgach Jednokonnych.
Bartek od razu zdecydował, że to jest również jego „bajka” i będzie trenował z Wiktorem, ale Weronika wtedy nie miała jeszcze zacięcia bryczkowego, ona chciała realizować się z Misiem w skokach przez przeszkody. Wychodziło im to całkiem nieźle, brali udział w zawodach ogólnopolskich pony i odnosili wiele sukcesów w postaci wygranych konkursów.
W tym samym czasie Bartek przecierał szlaki w nielicznych wówczas zawodach zaprzęgowych, oczywiście z różnym rezultatem-raz z górki, raz pod górkę i z różnymi „przygodami”………
Należy podkreślić to, że zarówno Bartek jak i Weronika zaczynali przygodę z zaprzęgami nie od razu jako powożący, lecz jako luzacy swego ojca (Weronika na tamten czas była najmłodszym luzakiem w Polsce, miała tylko 14 lat),tak więc poznali ten sport przede wszystkim od tej „gorszej” strony, mieli pojęcie jaka to ciężka praca.
Dla Bartka pojawiła się duża szansa na to, aby mógł bez reszty poświęcić się zaprzęgom zawodowo w postaci propozycji pracy u p, Andrzeja Kubika w Gajownikach. Oczywiście Bartek wykorzystał tę szansę i kolejny sezon rozpoczął już jako zawodnik Agro-Aves Gajewniki( w tym czasie często na zawodach luzakowała mu Weronika, mając tym samym kontakt na bieżąco z dyscypliną).Pojawiało się coraz więcej sukcesów, coraz więcej wygranych konkursów, apetyt wzrastał……..
Mniej więcej w tym samym czasie w Weronice dojrzewała myśl o wycofaniu się z Misiem z dyscypliny skoków i przejściu do zaprzęgów-wielka zasługa w tym jest p. Danuty Nowickiej, która nie żałowała wysiłków w namawianiu Weroniki do zmiany zainteresowań.
Dzięki nieustającym namowom p. Danuty po krótkich przygotowaniach para Weronika-Miś wystartowali w pierwszym Pucharze Polski Pony w Gajewnikach i zdobyli tam złoty medal, apetyt rósł……
Krótko po pierwszych zawodach pojawiła się szansa na wzięcie udziału przez tę parę w pierwszych Mistrzostwach Świata Pony w Karlstetten w Austrii. Decyzja została podjęta-jadą
Czas żmudnych treningów (zajmował się Weroniką i Misiem Wiktor Pietrowski, on też postanowił, że jedzie z nimi jako trener),gorączkowych przygotowań, poszukiwanie sponsorów……itd. Pojechali, wynik może nie był rewelacyjny, za to doświadczenie bezcenne.
Za dwa lata kolejne Mistrzostwa Świata Pony w Catton Hall w Wielkiej Brytanii-pojechali już wiedząc czego się spodziewać, na co wskazywały wyniki – coraz większe sukcesy.
W między czasie w Polsce Weronika zaczęła startować w zawodach zaprzęgowych już dużymi końmi w głównej mierze użyczonymi od Bartka dzięki jego dużej uprzejmości i również zaczęła odnosić małe na razie sukcesy, Już było wiadomo, że będzie podążać tą samą drogą co Bartek.
W dyscyplinie powożenia rodzeństwo Kwiatków zaczęło sukcesywnie piąć się do góry.
Dla Bartka worek z medalami rozwiązał się od momentu przyjęcia do zespołu ogiera Eliot ,a następnie Lokan – rok po roku złoty medal w Mistrzostwach Polski i srebrny medal w Mistrzostwach Świata i cały czas jest apetyt na więcej….
Weronika swój pierwszy brązowy medal Mistrzostw Polski zdobyła z ogierem Aran, kolejne dwa srebrne z wałachem Bartnik i cały czas jest apetyt na więcej…